Licznik

niedziela, 5 czerwca 2016

Ab ovo

Błyskotliwie napisany tekst powinien składać się z trzech części. Pierwsza część to wyjaśnienie – z jakich części powinien składać się błyskotliwie napisany tekst. Druga część ma być dość luźno powiązanym zestawem wykwitów pobudzonego, nierzadko farmakologicznie, umysłu. Trzecią zaś powinna stanowić osobliwa jak samo życie, acz nieprawdopodobna historia, co zwiększa szanse, że czytelnik w nią uwierzy, której morał wprowadzi go w filozoficzną zadumę, tak, aby poczuł on zew wilczej watahy, z którą mógłby wyć do sześćdziesięciu trzech księżyców Jowisza. Jest trzydziesty dziewiąty i-pada pięć tysięcy półtora roku. Pogoda pod zmutowanym psem. Ruch na drogach blokują samochody z kwadratowym ogumieniem, najmodniejszym w tym sezonie. Dokoła dzieje się masa zdumiewająco dziwnych rzeczy, w tym również Massachusetts. A z beczkolotów rozpylane jest zbiorowe szaleństwo, potrzebne desperatom, by uwierzyć w iluzję, że wszystko jest prawdą. Albo w prawdę, że wszystko jest iluzją... Albo wszystko jedno i do tego genetycznie zmodyfikowane. Specjaliści oddzielają oniemiałych ludzi od ich odbicia w lustrze promieniami sera i skalpelem z tektury. Tektura na giełdzie w Pjongjangu osiągnęła już ceny czeskiego złota. Maklerzy porzucili pracę i zajęli się poławianiem surowców wtórnych z Morza Martwego, które przyłączono, po jego wcześniejszej pacyfikacji, do Pacyfiku. W posiedzeniu rządu po raz stutysięczny wzięły udział hemoroidy, co zaowocowało serią jubileuszowych eksplozji w stolicy Grenlandii – Bombaju. A w stolicy Mikronezji, Nowym Radomiu, konduktor wysadził się w tunelu z pędzącego metra za przejazd bez biletu. Papieżem został wybrany po raz trzeci Dybuk Pierwszy i od razu ogłosił koniec świata ułudy oraz liczne wizyty nowych gości w domu umysłowo wyczerpanych, już od dawna nawiedzonym przez schizofreniczne termity, które próbowały udawać głos sumienia. Natomiast umysły członków partii rządzącej poddano, na ich własne żądanie, natychmiastowej petryfikacji, jako odpowiedź na odurzające protesty opozycji, które stały się dla nich kamieniem odrazy (socjalistyczne „d”, którego „brzuszek” jest z lewej strony, prawica zamienia automatycznie na „b”, chyba, że ktoś jest dyslektykiem). A tymczasem wszystko zaczęło się od jaja, co potwierdził Instytut Badań Owalnych im. Koła Fortuny, Instytut Władcy Pierścienia im. Korzenia Żeń-szenia oraz niejeden znany plemnik.
Zdarzyło się to w pewną środę, choć nikt nie wiedział jeszcze, że to po wtorku, a nie, dajmy na to, po świętach, po śniadaniu. Na śniadanie miało być jajko topless, znaczy - bez koszulki, postraszone wrzątkiem, czyli typowe śniadanie kontynentalne w okręgu Zastrachań. Jajko zaczęło jednak od początku budzić obawy, czy jest świeże i, jak się później okazało, nie tylko obawy. W celu zbadania jajka testami organoleptycznymi posłano więc po głównego inspektora żywienia, niejakiego Żywienia, który właśnie ze względu na nazwisko, godne zaufania przy pełnieniu obowiązków inspektora wspomnianego resortu, dostał niedawno nominację. Gdy jednak przybył na miejsce, okazało się, że bynajmniej nie ma apetytu i ogólnie sprawiał wrażenie dość impresjonistyczne. Tym bardziej, że – jak sam przyznał – doczekał dopiero co z kolegami przy kartach wschodu słońca. Ale z jakichś nieznanych powodów nie znalazł się na obrazie Claude'a Moneta. Nie bardzo pomogła też flaszka wypitego przed śniadaniem aperitifu. Traktował jajko z atencją, należytym dystansem i obrzucał je fachowym, mdłym spojrzeniem, marszcząc groźnie brwi. Kilkakrotnie w czasie marszczenia brwi przysnął nawet i o mało co nie wypuścił z ręki, na szczęście intensywny zapach cucił go skutecznie, co zanotowano skrupulatnie w raporcie. Tymczasem jajko w odczuwalny dla wszystkich sposób traciło i tak bardzo wątpliwy termin przydatności do spożycia i nie dawało się go już nijak przedłużyć, zapijając dodatkowymi kieliszkami wódki. Inspektor poprosił stanowczo o chwilę przerwy, w czasie której pobiegł do toalety, gdyż akurat była wolna. W sprawozdaniu zapisano, że „od 7.30 do 7.35, mierząc długością promieni słonecznych, inspektor bił się z myślami i podejmował trudne decyzje”, co było prawdopodobne, ze względu na dochodzące w tym czasie z toalety odgłosy miotania się i bełkotliwe przekleństwa. Po powrocie inspektora zauważono, że ma nabiegłe krwią oczy, w których ujawnia się stanowcza niechęć do dalszych testów. Nakazał, nota bene, żeby odnotować jego sugestie, że w jajku wytworzyły się szkodliwe rudymenty, jak np. etylo-wstrętonina, itp. Wszyscy byli dodatkowo niezwykle upojeni naukowym podejściem do zagadnienia inspektora, którego autorytet znacznie się właśnie podniósł, w przeciwieństwie do deszczu. Czego też nie dało się nie zauważyć. Inspektor spojrzał w okno, o którego parapet dudniły beznamiętnie grube jak tuczniki krople i z egzystencjalnym smutkiem w głosie powiedział:
- Cały świat boleje... Bo leje...
Wszyscy zasłuchani w kapanie deszczu nie zauważyli, że przez uchylone drzwi percepcji wsunął się do pokoju ukradkiem – najprawdopodobniej - kot Behemot, albo nawet sam smolisty Lucyfer, bo tak naprawdę wszyscy byli poza zasięgiem postrzegania rzeczywistości. Obwąchał leżące na stole jajko, kłapnął kilkakrotnie szybko pyszczkiem, w trakcie czego jajko zostało całkowicie przez niego pochłonięte. Następnie oblizał się i pogłaskał po kosmatym brzuszku. Po czym, tak jak niepostrzeżenie wszedł, tak wyszedł. Nikt nie był też w stanie skojarzyć, że pozostawiony przez niego zapach siarki, różni się nieco od woni zepsutego jajka.
Kilka minut później na dalekiej Północy zanotowano wstrząs tektoniczny o niezwykłej sile, który spowodował fakt, że odpadło Ziemi jedno koło polarne. Toteż trudno teraz przewidzieć bieg dalszych wydarzeń, choć nietrudno przewidzieć, jak może skończyć się jazda na jednym kole...