Licznik
22,244
piątek, 29 listopada 2019
niedziela, 24 listopada 2019
Tak to jest
Zdarzają się różne nieprzewidziane
rzeczy. Wieczność – jeśli tak naprawdę w ogóle istnieje -
prawdopodobnie zrodziła się też przypadkiem. W każdym razie
przypadek istnieje... o ile to przypadek. Bo może zrządzenie losu,
który zapisany jest ponoć w gwiazdach. Gwiazdy są niepodważalne.
Nikt nie próbował podważyć gwiazd, ponieważ nie ma punktu
podparcia... W pewnym momencie powstała też fałda na skraju. Co
dla jej skrajnych zwolenników było oczywistą apoteozą skrajności.
Może też Ziemia stała się w pewnym momencie zbyt płaska nawet
dla tych, którzy wierzą w to, że taka jest. Trudno powiedzieć,
niemniej zaranie fałdy pozostaje niejasne niczym za mgłą spowity
mrokiem szkopuł. Potem pobrano pomiary i wpisano je do specjalnej
kartoteki. Nadano sprawie numer ewidencyjny... Ponieważ nieokreślony
pozostaje dzień powstania fałdy, święto jej powstania obchodzi
się zatem codziennie. Zaczęto również pisać pochwalne poematy,
których uczono nawet w szkołach, szczególnie w szkole życia. Na
przykład taki oto, autorstwa nieznanego dotąd poety Oktopusa
Tentakla:
„W drelichu lichym stoję cicho,
Patrzę, czy obraz się nie zatrze
Z obrazy fałdy wielkiej - chichom
Historii przeciw przywiał wiatr, że...
O, bezrozumny świata głąbie,
Co w swej nicości głąb zaglądasz,
Gdy się go już rach-ciach odrąbie
I pustej bomby wątły lont, aż
Iskry zagaśnie blady płomień -
Nieczuły na bomb niewybuchy
Łączący w słowach bólu głuchych
Jak seria przykrych powiadomień.
Czymże jest sedna mdły pantałyk,
Zaparć, czy czkawki niepokoje,
Przy Twoim – fałdo – zmyśle
całym...
I przy tym gabaryty Twoje?!
Ja w nos po skosie dostać wolę,
Udarów sto byłoby darem,
Bylebym tylko kochać w kole
Wcieleń Cię zawsze dostał karę...
Fałdo, tyś wymiar mój zmieniła,
Łypanie na horyzont moje.
Tyś dla człowieka niczym siła -
Zwoje wygładza w czasze - co je.
Jak morski piasek w Morskim Oku,
Dla masochisty w bucie kamień,
Dla żula smuga pięknych mamień
Jak droga hen... dwunastu kroków.
O, fałdo, tyś wśród wszelkich
zamięć
Największym wszakże jest zamięciem -
Dlatego z wszystkich sił swych czczę
Cię
I uczę Ciebie się na pamięć!”
Przyjęto, że fałda i szkopuł są
tym samym dwoistym w jedności tworem. Ale nie wszystkim się to
podoba. Szczególnie Kontrafałdystom, którzy sami się tak nazwali.
Bo nazwa wymyślona przez Zabranialsów była zbyt obraźliwa. W
przypadku Zabranialsów było niemal tak samo (z wyjątkiem tego, że
fałda jest po ich myśli), bo oni sami też nazywają się inaczej –
bardziej patetycznie. Cóż - świat funkcjonuje na zasadach
serdecznej wzajemności. W każdym razie fałdę należałoby od
początku, według niegdyś obowiązujących kanonów piękna,
przynajmniej czymś zakryć, spryskać wapnem, czy też pomalować w
grochy, bo wygląda wystarczająco beznadziejnie. Kształtem
przypomina wiele różnych, psujących krajobraz rzeczy, które
dwuznacznie się kojarzą, szczególnie osobom lubiącym dwuznaczne
skojarzenia. Kiedy pada deszcz, nasiąka i pęcznieje, natomiast w
czasie suszy szosa sucha, prowadząca do fałdy, kruszeje i rozpada
się, a przez porowatą powłokę na fałdzie wydziela się przykry
smród i dziwnego koloru śluz, przez co wszyscy ześlizgują się z
górki na pazurki i tarzają oblepieni śluzem w pyle drogi. Co może
sprawiałoby nawet frajdę, aczkolwiek trudno znieść wspomniany
wcześniej fetor i powodowany nim (oraz pyłem drogi) kaszel. Nie ma
się co oszukiwać – fałda przypomina właściwie wrzód. Wielu
jednak uwierzyło, że poza fałdą nie ma już niczego. Potwierdzać
tę tezę ma fakt, że wszyscy, którzy dotąd próbowali uciec na
pontonie, rzucając się z fałdy w bezbrzeżną otchłań, nigdy nie
powrócili (rzeczywiście zastanawiające...). Ale Zabranialsi
uważają, że ta fałda jest jednoznacznie cudna, bo to oni ją
niejako stworzyli, do czego oficjalnie się przyznają i nie chcą
jej zakrywać. Tym bardziej, że ich zdaniem symbolizuje wolność
(mogła przecież nie powstać, a jednak powstała!) Zabranialsi
zajmują się sianiem, podlewaniem i pieleniem (z jakichkolwiek
pozytywnych aspektów) propagandy, że Kontrafałdyści chcieliby
spędzać czas wyłącznie na libertyńskich igrcach w ogródkach
działkowych ziemskich rozkoszy. Żeby domniemane życie
Kontrafałdystów zdawało się godne potępienia przez wszystkich,
którzy tylko sobie to wyobrażą. A na pewno przez wszystkich
porządnych Zabranialsów, którzy oficjalnie żyją w ogólnym
umartwieniu i moralnej czystości. Tak sami twierdzą, choć też
sami jedynie w to wierzą! Kontrafałdyści natomiast mówią o
sobie, że chcieliby po prostu wyraziście nowatorskich przemian, nie
bacząc na wyrazistą w swej przerdzewiałej formie drezynę
przeszłości, wiozącą swój własny pomnik wprost na bocznicę.
„Nie chcą starego porządku, chcą nowego bałaganu” - zdaniem
Zabranialsów oczywiście - „chcą nowych pozycji, w których
mogliby się wycwanić”, a tymczasem to Zabranialsi bronią swego
szczęścia w wystarczająco cwanych pozycjach i nie chcą żadnych
zmian, zwłaszcza kiedy ich fałda jest na wierzchu. Kontrafałdyści
też chcieliby jak najdłużej jechać wierzchem - najlepiej na
swoim wierzchowcu. Tyle że Zabranialsi oferują im, ewentualnie,
burą kobyłę. Zabranialsi chcą też, żeby wszyscy na świecie -
tak jak oni – stawali w samo południe na jednej nodze okrakiem,
podrygując do rytmu śpiewanej pieśni „Wlazł kotek na płotek”,
który to skoczny utwór jest wg nich wzorem dla całej sztuki
współczesnej. Kontrafałdyści nie wiedzą, po co mieliby to
robić, bo mają, zdaniem Zabranialsów, ograniczoną wiedzę.
Zabranialsi podkreślają też, że tak właśnie czynił ich
praszczur – megalityczny umysł jeszcze w erze prekambryjskiej,
potem zaś pradziad, który już podówczas nie był żadnym
poganinem, tylko poganiał zaprzęgi trylobitów i był bardzo
postępowy, bo bacznie śledził rozwój wypadków. Więc to
zwyczajnie tradycja i cześć pieśni! Kontrafałdyści nie oddają
czci owej pieśni, więc Zabranialsi wyją swą rzewną niczym sok z
cebuli kanconę ze zdwojoną siłą. Wpadają przy tym w zachwyt, a
Kontrafałdyści z niego wypadają i kręcą do tego nosem piruety.
Nie każdy medal ma dwie strony, bo ten, który wręczają sobie
nawzajem Zabranialsi ma jedną – ich stronę. Próbują ustanowić
to prawnie. I jakimś cudem im się to udaje. Także to, że świat
według ich projektu jest piękny i że wyczuwa on w naturalny sposób
własne piękno i się nim upaja. Tymczasem Kontrafałdyści czują
się smutni i niekochani, co widać, gdy płaczą cicho w kąciku
swoich wspomnień prehistorii (zanim powstała fałda). Zabranialsi
czują natomiast, że ich miłość do samych siebie jest normą.
Kłamstwa Kontrafałdystów bledną przy drapaczach chmurnych
fantasmagorii Zabranialsów. Ci ostatni jednak na tym pułapie iluzji
stracili poczucie gruntownej rzeczywistości i ogłosili swoje
mistrzostwo dobrego samopoczucia. Tylko fałda wciąż nie chce jakoś
sklęsnąć. Raczej wciąż nabrzmiewa... Jakby czekała na
pęknięcie... Albo po prostu nadejście czasów wielkiego
wyrównania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)